Dlaczego nie znoszę być gruba.
Nie znoszę, i już.
Bycie grubą, różnie rozumiane przez kobiety,
odbiera mi całą moją kobiecość.
Pomijając wstyd własnego ciała,
wpadam w zreygnowanie, gdy mierzę ubrania.
Jak już znajdę coś ładnego, ciężko z rozmiarami,
a kiedy wyszukam rozmiar, okaże się,
że wyglądam w tym jak straszydło.
Mamy epidemię ludzi "większych",
a rynek odzieżowy w ogóle nie wychodzi temu na przeciw.
Nikt nie chce wyglądać jak straszydło.
Chcę się dobrze ubrać, ale nie mogę.
Do tego jakiś zwykły strach społeczny.
Czasem nie chcę się spotykać z ludźmi,
bo nie chcę, żeby widzieli, że jestem gruba,
wstyd mi za siebie samą, a wyjaśnienie:
to przez choroby, mi nie pomaga.
Łatwo jest mówić: akceptuję siebie,
no tak, bo średnio mam wybór.
Łatwo przyznać, że krągłości są seksi,
ale tłuszcz trzewny, to nie krągłości,
nie mylmy pojęć.
nie mylmy pojęć.
Jestem mniej atrakcyjna, dla siebie,
bo co sądzi reszta, okej, mogę napisać,
że mnie to nie obchodzi, ale w gruncie rzeczy tak nie jest.
Czy gdybyście spotkały siebie w stanie otyłości na ulicy,
czy uznałybyście siebie za osoby atrakcyjne?
Ja nie.
Wiem, że jestem w miarę ładna,
jakoś tam w miarę dobrze się ubieram,
nie brakuje mi życiowej pewności siebie,
ani też szeroko rozumianej inteligencji.
Brakuje mi miłości do swojego ciała,
które ciągle krzywdzę.
Pewna Vitalijka napisała ostatnio wspaniały list,
list swojego ciała do siebie samej.
Potrafię wymienić swoje plusy,
bo to nie tak, że mam same mankamenty.
Wiem, gdzie leżą minusy, i nie jest ich aż tyle.
Ale nadwaga czy otyłość, to nie tylko wygląd,
to stan psychiki, stan naszej duszy.
Zazdroszczę osobom, które zmagają się z tym całe życie.
Bo są normalne, bo nie mają chorych porównań,
bo nie znają tej różnicy w tym, jak świat Cię postrzega,
kiedy wpisujesz się w społeczne normy,
a jak wszystko nagle się zmienia, ciach,
społecznie przestajesz istnieć.
Takie obudzenie się z ręką w nocniku boli najbardziej.
Ja siebie zaakceptuję, ale świat tego nie zrobi.
Niestety nasza cielesność jest dużo ważniejsza,
niż nam się wydaje.
I mogłabym mówić, że nie ma znaczenia,
gdybym nie miała porównania przed- i po.
Bo wraz z nadwagą zmienia się wszystko.
Jasne, to nie ciało jest odpowiedzialne za to,
kim jesteśmy, ale skutecznie podcina nam skrzydła.
Pięknie jest mówić: waga nie definiuje tego, kim jestem,
ale ile znacie młodych osób, które siebie akceptują,
a nie tylko rzucają teksty o rónouprawnieniu?
Chcę być sobą, chcę być kobieca.
Nadwaga to nie tylko walory estetyczne,
ale też zdrowotne.
Ewa Ch. wrzuciła dziś czy wczoraj tekst,
wszystko oprócz zdrowia można sobie wypracować.
Nie zgadzam się z nią,
w dzisiejszych czasach nad zdrowiem też trzeba pracować.
A poczucie beznadziejności, ciągłe depresje,
skoki humoru, brak sportu, czy obżeranie się,
wynikające z niezadowolenia i słabości,
stwierdzenia: raz nie zaszkodzi,
ciągłe diety, wahania metabolizmu,
skutecznie nam to zdrowie odbierają.
Moje drogie ciało, będę o Ciebie dbać,
bo jesteś wszystkim, co tak naprawdę mam na własność.
Komentarze
Prześlij komentarz