Bieganie w deszczu.
to nie jest to, co lubie najbardziej.
Jednak przez ostatnie dwa tygodnie nie bylam biegac,
i powiedzialam mojemu teamowi,
ze we wtorek idziemy biegac, chocby bylo urwanie chmury...
...no i klops ;-)
Wrocilam cala mokra, mimo bluzy, i kurtki przeciwdeszczowej,
chociaz przyznaje, ze myslalam, ze bedzie duzo, duzo gorzej ;-)
Jednak taki team do cwiczen, to jest cos.
Gdyby nie oni, to bym tylka nie ruszyla.
Zalozylam jednak stare buty do biegania,
nowych mi bylo troche szkoda ;-)))
Czapka z daszkiem, kurtka, i sio!
Zainwestowalam wczoraj w szejker.
W koncu, dla mnie przydatna sprawa,
bo mam zamiar lykac koktajle bialkowe,
a nie chce mi sie za kazdym razem latac z blenderem,
poza tym, chcialabym miec mozliwosc polkniecia takiego od razu.
***
Luby u mnie byl dwa dni, ale tak mnie juz wkurzal.
Nie wiem, jak z nim wytrzymam na codzien, hehe,
moze to nie nasz tydzien, on zmeczony, ja tez,
mam nadzieje, ze kolejne podejscia beda lepsze,
teraz jest u siebie, bo musi drewno ogarnac.
Ja dzis zaspalam do pracy,
moj budzik nie zadzwonil, byl nastawiony...
nie ogarniam tego ewenementu,
mam nadzieje, ze jutro zadzwoni...
Dzis w planach jeszcze sileczka,
chociaz uda mnie bola po bieganiu,
nie rozciagnelam sie, ale bylam tak przemoczona,
i tak zimno mi bylo, ze wzielam prysznic,
i wskoczylam w szlafroku pod koldre,
nic mnie wiecej nie obchodzilo :P
Komentarze
Prześlij komentarz